|

Praktyczny przewodnik
dla uczestników szkoleń. Jak przezyć każde szkolenie.


Słowo o mobbingu

Słowo o manipulacji
Kontakt
Telefony
509 274 053
|
|
Ilustrowany przwodnik dla
uczestników szkoleń
Jak przeżyć każde szkolenie?
Wszystkim szarym
wyrobnikom frontu
personalnego rzecz całą poświęcamy…
Drogi
Czytelniku! Oddajemy do Twoich rąk Praktyczny przewodnik dla uczestników szkoleń dla
biznesu, czyli jak przeżyć każde szkolenia.
Naturalnie, niniejszy przewodnik nijak nie jest w stanie wspiąć się na
wyżyny
ducha, na których porusza się znakomita większość
specjalistów od HR — i nawet
nie ma takich ambicji.
Naszym
jedynym
celem jest to, abyś był w stanie poradzić sobie na każdej sali
szkoleniowej,
żebyś nigdy i nigdzie nie czuł się osamotniony i pozostawiony bez
oparcia. Mamy
nadzieję, że tych kilka rad ułożonych — dla łatwiejszego z
nich korzystania — w
kolejności alfabetycznej, będzie dla Ciebie nader pomocnych.
Ad rem.
Na niwę
szkoleniowo-personalną należy spojrzeć przez pryzmat epistemologii
kantowskiej,
czyli niejako rozróżniając poznanie pracownika Human
Resource w sensie a priori
i a posteriori
(czyli przed redukcją i po zredukowaniu). Nie od rzeczy będzie
przytoczenie już
na wstępie naszych rozważań sformułowania Myśliciela
z Królewca, w
kontekście działu personalnego firmy — bo czyż nie ma
piękniejszego widoku niż dyrektor
personalny, patrzący z miłością na swoich podwładnych
i szepczący w niemym
blasku migocących jarzeniówek: „Niebo gwiaździste
nade mną (to znaczy
oczywiście niezmienialny
zarząd firmy) i prawo
moralne we mnie (to znaczy regulamin firmy, zdecydowanie
górujący nad
Dekalogiem i Talmudem razem wziętymi)”?
Pozostając na
owych wyżynach ducha, zanim zajmiemy się apokryficznym
w swojej formie i
treści Praktycznym przewodnikiem
dla uczestników szkoleń dla
biznesu (a może trafniej: Życiowym
słownikiem szkoleń?),
przez chwilę jeszcze rozważmy, jakie wielkie jest bogactwo doznań i
analiz w
spojrzeniu na dział personalny i jego immanencje egzystencji w łonie
współczesnej polskiej — a jednocześnie
jakże europejskiej — firmy. Na przykład,
na prace działu HR możemy spojrzeć także w świetle ontologii i
epistemologii
Platona. Czy przeciętni pracownicy nie są jak te biedne istoty siedzące
w
jaskini i widzące tylko cienie zjawisk na jej ścianie? A kto podaje im
rękę
i wyprowadza ich ku światłu (oczywiście, za formalnym
pozwoleniem zarządu
firmy)? Rzecz jasna, taką osobą, która pozwala ujrzeć rzeczy
takimi, jakimi są
w swej istocie, jest ni mniej, ni więcej, tylko ON
— sam Dyrektor Personalny. Szkoleniowcy stanowią jedynie
— niestety, jakże
często — niedoskonałe i nieobrobione narzędzie w jego ręku;
są niejako —
z punktu widzenia filozofii Karola Marksa — pasem
transmisyjnym między
zarządem firmy (reprezentowanym w osobie dyrektora działu HR) a masami
pracowników, wykuwającymi zręby przyszłości
przedsiębiorstwa. Czyż zatem
przemawiający Dyrektor Personalny nieodparcie nie nasuwana na myśl
fundamentalnego dzieła klasyka niemieckiej filozofii, F. Nietzschego,
„Tako
rzecze Zaratustra”?
Schodząc ze
wspomnianych wyżyn, gdzieś dużo, dużo niżej można napotkać zapiski
sporządzone ręką
prostych wyrobników frontu szkoleń: Wojciecha Wareckiego i
Marka Wareckiego
(zbieżność nazwisk nieprzypadkowa). A kim oni są? Nikim ważnym. A nawet
nikim
takim, kto mógłby nam zaszkodzić albo nawet
pomóc. Dlatego zupełnie spokojnie
możemy pochylić
się przez chwilę nad tym zapisem rzeczywistości, o którym
miałem przyjemność
napisać kilka słów powyżej — niemniej nie
pozbawionego pewnej wartości
obyczajowej i walorów poznawczych.
Wspomniani
szkoleniowcy, peregrynując po naszej pięknej (i europejskiej)
ojczyźnie, nie
skupiają się może na pryncypiach i zawiłościach zdumiewającej sztuki HR
(raczej
— jak należy się domyślać — dla nich
niedostępnych), ale raczej na folklorze
szkoleniowym. Tacy są i tak to widzą: apokryficzna literatura
szkoleniowego
faktu, zamknięta w formie krótkich obserwacji,
którym niekiedy nie można
odmówić pewnej świeżości i oryginalność. Mimo to o
Wareckich trudno mówić
jako o zespołowym Oskarze Kolbergu polskich szkoleń. Jest
rzeczą
oczywistą, że alchemia human
resources, którą na
co dzień uprawiają działy personalne —tak misternie
przetykana najnowszymi
zdobyczami nauki, jak choćby bezkompromisowa „Analiza
freudowska zbiorowego superego podwładnych
w warunkach polowych” czy „Spektralna analiza
elektro-biochemicznej czynności mózgu
w sytuacji szczerej rozmowy z Panem Kierownikiem”
— jest dla owych panów niedostępna, zapewne
z powodu poważnych luk w
wykształceniu, tudzież zbyt ograniczonych horyzontów
intelektualnych.
Do czego nam
się może przydać inkryminowany słownik
szkoleń? Odpowiedź jest prosta: do niczego. Do niczego w sensie
teoretycznym.
Niemniej jednak stanowi interesujący przyczynek natury
antropologicznej,
podobnie jak Życie seksualne
dzikich B.
Malinowskiego (unikając
jakichkolwiek egzemplifikacji, kto jest wzmiankowanym
„dzikim” i o czyje życie
seksualne w dziale HR chodzi).
Oddajemy Wam
do
rąk książkę dziwną, bowiem w oczach autorów dział personalny
firmy
umiejscowiony jest gdzieś pomiędzy Lotem
nad kukułczym
gniazdem a Pociągami
pod specjalnym nadzorem,
natomiast złożony proces szkoleniowy jawi się im niczym Wojna
światów. Jeśli natomiast chodzi o moje osobiste
odczucie, to zobrazowałbym
pracę kierownika pionu HR używając parafrazy słów
z jednego z utworów W. Szekspira: „…widzę na tym raporcie świeżej krwi
kropelki…”.
Zakończmy
cytatem z wzmiankowanego wyżej klasyka
szkoły angielskiej, który w swoim utworze poświęconym
polityce personalnej na
dworze duńskim, pokazuje nam postać młodego członka zarządu, niejakiego
Hamleta, który trzymając w dłoniach głowę poprzedniego
prezesa zarządu wygłasza
sławne credo personalne:
„Być
albo
nie być, oto jest pytanie…”
|