|
Pinokio project
Czy nos dla tabakiery, czy ona dla nosa?
Ignacy Krasicki
Istnieje - jak mniemamy – bardzo prosty sposób aby
zniszczyć tak bujnie krzewiące się polskie życie polityczne (mające jedyny w
swoim rodzaju wymiar ludyczny i dramaturgię porównywalną do „Snu nocy letniej”
lub „Chorego z urojenia”) a przy okazji
większość programów publicystyki politycznej z „Prosto między oczy” i „Co jest
z tą Polską?” na czele.
Metoda jest bardzo prosta ale za
nim ją wyjawimy kilka słów wstępu.
Dawnymi czasy każdy obywatel
starożytnej Grecji lub Rzymu w kanonie swojego wykształcenia posiadał znajomość
retoryki oraz erystyki i sofistyki. Czyli musiał wiedzieć jak pięknie
przekonywać słuchaczy do swoich racji i jak się bronić prze manipulacjami i
nieuczciwymi metodami dowodzenie
demagogów.
Jaka jest relacja pomiędzy
demokracją, mediami i perswazją? Obywatel grecki, który nie znałby się na
sztuce retoryki i sztuczkach sofistów, występujących przed sądem mógł w
zasadzie stracić cały majątek (musiał tam występować osobiście). W innych
sytuacjach spornych lub w celach samokształceniowych wolno mu było wynająć
sofistę (kogoś na kształt filozofa rewolwerowca), który za niego wygrywał
debaty. Sofistyka stała się synonimem nieuczciwości w dyskutowaniu i
argumentowaniu. Celem sofisty stało się nie dociekanie prawdy, a wygranie sporu
– poniekąd bez względu naprawdę (Aronson, Pratkanis, 2003).
Najwybitniejszym z nich był
Protagoras, który swoje credo wyraził „w dwóch, na pozór niewinnych
maksymach”„Człowiek jest miarą wszechrzeczy" oraz
„Istnieją dwie strony każdego problemu" (tamże, str. 17).
Sofiści uważają, ze coś takiego
jak prawda absolutna nie istnieje, a wszystkie kryteria ustala człowiek i od
niego tylko zależy ocena, co jest fałszem a co prawdą. O tym, jakie zdanie w
kwestii korzyści i szkód płynących z perswazyjnej biegłości sofistów może mieć
społeczeństwo, najtrafniej powiedział Cyceron: „Mądrość pozbawiona elokwencji
nie zdała się państwom na wiele, ale elokwencja pozbawiona mądrości była często
wielką przeszkodą, korzyścią zaś - nigdy".
Zdaniem psychologów,
najistotniejsza różnica pomiędzy czasami starożytnych Greków i Rzymian a
współczesnymi, polega na sposobie, w jaki uczymy ludzi radzić sobie z
manipulacjami i perswazją.
Kiedyś obywatel otrzymywał w tej
materii poważne wykształcenie, a obecnie jest praktycznie pozostawiony sam
sobie, dlatego wielu z nas nie umie sobie radzić zarówno z manipulacjami
„sprzedawanymi” przez mass media, jak i z tymi, które spotykają nas w
rzeczywistym życiu zawodowym i prywatnym. Starożytne kultury uważały, że
umiejętności retoryczne (w tym obrona przed sofistycznymi manipulacjami) były
podstawą wykształcenia każdego światłego obywatela, aby mógł poradzić sobie w
sądowym w sporze, od którego często zależało jego życie czy majątek. Jesteśmy
ubożsi o te umiejętności i może dlatego nie możemy w pełni dojrzale i świadomie
uczestniczyć w życiu społecznym i politycznym, albowiem padamy, co chwila,
łupem demagogów, erystów i sofistów zarówno w bezpośrednich relacjach
interpersonalnych, jak i za pośrednictwem mediów
Współczesnym areopagiem są mass
media i to właśnie w nich dniami i nocami dyskutują politycy i dziennikarze.
Jeżeli ich zapytać, „czemu to służy?” („Kto za tym stoi?” lepiej się nie pytać)
to zawsze niezmiennie gdzieś na czele listy celi i wartości jest prawda i dobro
powszechne. Niemniej... „Cóż to jest prawda?” Mimo, że Piłat raczej nie parał
się dziennikarstwem telewizyjnym nieoczekiwanie musiał odpowiedzieć na to
pytanie z efektem, który chyba nie do końca go zadowolił.
Nie pamiętamy, aby kto ktokolwiek
publicznie powiedziałby, że idzie mu o to, aby wielce szanownym uczestnikom
dyskursu publicznego i odbiorcom mediów (również szanownym ale trochę mniej –
trzeba znać swoje miejsce w szeregu) świadomie namieszać w głowie lub – co nie
daj Boże – zmanipulować ich do imentu (cokolwiek to nie znaczy).
Nie. Zawsze prawda i tylko prawda,
czyli jak mawiał Św. Tomasz „zgodność rozumu z rzeczywistością” (ale co zrobić
jak rozum „pomieszany” panie i panowie?).
Zresztą tam gdzie mass media i
ludzie (jakże zawodni, nawet, jeśli postawili sobie Wiktora na kredensie w
stołowym) zawsze znajdziemy niemiłe ślady manipulanci i zapędy (godne mistrza
Protagorasa i jego kolegów). Oni to, którzy zawsze czy chcemy nie, każda sprawę
- niczym wędzoną flądrę – ujmą w dwa palce i w telewizorze pokażą nam , że
niechybnie ma dwie strony i jest wędzona w „określonym” celu.
Sęk w tym, że jeżeli owe
manipulacje zdarzają się często przed oczami i uszami milionowych widowni
(nawet, jeśli jest nie do końca przytomna i czujna) można domniemywać, że
wyrządzą szkodę „na ciele i umyśle” odbiorców, co można dowieść nawet
powierzchowną znajomością historii a także faktem, że są jeszcze i tacy, co
dziś chwalą Stalina czy nawet Wojciecha Jaruzelskiego.
Czy nie ma na to jakieś rady w
dobie dynamicznego rozwoju mediów, zwiększania ich interaktywności i ilości
informacji, jakie niesie obraz telewizora: różnych pasków i listewek na dole, z
boku a może a nawet i u góry ekranu? Czy nie dało by się zrobić coś takiego,
aby w elektronicznych mediach zrealizować prawo greków i rzymian do zachowania
integralności i przytomności zmysłów i trzeźwości osądów (być może nawet można
by przy tej okazji konstruktywnie sięgnąć po zdobycze psychologii społecznej)?
Wyobraźmy sobie oczami ducha kolejny
program polegający na mozolnym poszukiwaniu prawdy przez dziennikarzy i
polityków. Tytuł programu i skład personalny akuszerów ma drugorzędne
znaczenie. Politycy jak to politycy wymieniają zdania pod postacią mniej lub
bardziej sofistycznych argumentów a prowadzący jak to prowadzący mniej lub
bardziej pomaga jednej stronie czasem świadomie a czasem nie. Publiczność w
ekstazie nabija oglądalność jak może.
A gdyby tak... gdzieś tam poza
ekranem za pośrednictwem internetu lub innym technicznym sposobem jeden lub
więcej specjalistów( w sensie osób o zupełnie zwyczajnych możliwościach i
równie po prostu przeszkolonych) ocenia wypowiedzi uczestników czy zawierają
manipulacje (a może nie), co w sposób graficzny uwidacznia się na ekranie za
pomocą...czegokolwiek byleby to było czytelne. Zupełnie tak jakby ktoś
specjalnie dla nas sędziował walkę bokserską abyśmy wiedzieli czy aby któryś, z
zawodnikow nie fauluje. Kto wygrywa musimy orzec sami (chyba, że prowadzący
pomoże nam sondą esememsowa aby nas zwolnić z trudu myślenia).
Być może optymalnie byłoby, aby
temu z dyskutantów, który kugluje i manipuluje najbardziej rósł nos niczym u
Pinokia. Zapewne politycy i
dziennikarze, którzy mają zazwyczaj ogromne przywiązanie do swojego wizerunku medialnego
nie pozwoliliby nam na to ale zupełnie wystarczyłoby też aby na ekranie
pojawiały się punkciki kto używa więcej (być może jakich) manipulacji. Wtedy na
koniec programu wiedzielibyśmy kto kręcił a kto nie (może nawet w związku z jakimi sprawami i pytaniami
szczególnie).
Konsekwencją takiego zabiegu byłoby
to – przede wszystkim, że dyskusje telewizyjne stały by się w krótkim czasie
niebywale nudne, pozbawione nerwu, co pozbawiłoby je oglądalności, dziennikarzy
pracy a polityków możliwości wpływu na wyborców. Zapewne też szybko
doprowadziłoby do „buntu na pokładzie” wszystkich zainteresowanych, ponieważ
mało, który miłośnik prawdy chciałby być tak oceniany. Prawda prawdą ale lepiej
mieć „dwa granaty w świątecznym ubraniu” i karabin mimo, że – jak każdy pamięta
– „zamek mu wylata”.
Czy to jest możliwe? Naszym zdaniem
bez większego trudu każdy mógłby na ekranie swojego telewizora odbywać, co
wieczór kurs erystyki ilustrowany brawurowymi występami naszych nieocenionych
osobowości medialnych (bynajmniej nie tylko polityków). Tu warto zaznaczyć, że
na tle sofistów tym jaśniejszym blaskiem zaświeciliby retorzy dowodzący swoich
racji w sposób uczciwy a nie szalbierczy, sofistyczny.
Naszym zdaniem w zupełności
wystarczyłaby diagnoza przeprowadzona odnośnie poniżej przedstawionych manipulacji:
|
Manipulacja
|
Diagnoza.
Stopień trudności.
|
|
1. Używa
argumentów personalnych (np. obraźliwe epitety)
|
Rozpoznanie tego typu zachowań
nie powinno nastręczać specjalnych trudności.
|
|
2. Wnioskowanie,
które prezentuje nie ma sensu albo jest nieuprawnione
|
Tu gorzej, nie dość, że
merytorycznie jest to trudne to może być bardzo „ocenne”.
No, bo co zrobić ze zdaniem: „Podniesienie
podatków leży w interesie ubogich”, kiedy to zdanie mające wszelkie pozory
prawdy jest nieprawdziwe, czego dowodzi cała historia wszelkich socjalizmów.
Trudna sprawa.
|
|
3. Przeinacza
i przeinterpretowuje cudze wypowiedzi
|
Czyli zwyczajnie przekręca,
zawęża lub rozszerza, co mówi adwersarz. Przy odrobinie wprawy do złapania.
|
|
4. Stara
się wzbudzać emocje do spraw i ludzi zgodnie ze swoim celem
|
Tu jest problem odróżnienia
żaru emocji „słusznego-szczerego” od „niesłusznego czyli cynicznego” i to
może być problem ale zostawmy ten punkt ponieważ manipulowanie emocjami
posiada duże znaczenie praktyczne i często zakłóca racjonalna i merytoryczną
ocene argumentacji.
|
|
5. Fabrykuje
konsekwencje
|
To łatwo widoczny zabieg i
stosowany bardzo często zresztą zwykle w połaszczeniu z sofistycznym
rozumowaniem (ale niekoniecznie).
|
|
6. Wnioskuje
na podstawie nieprawdziwych przesłanek
|
Manipulacja trudniejsza do
dostrzeżenia, ponieważ różne przesłanki można przemycić do wywodu
niepostrzeżenie niczym ukryte podatki.
|
|
7. Manipuluje
znaczeniem słów
|
Z jednej strony bardzo prosto
zorientować się, że „postęp” w jednych ustach nie znaczy to samo, co w
drugich niemniej w praktyce nie jest to proste.
|
|
8. Odwołuje
się do oceny audytorium
|
To widać słychać i czuć. Bez
problemu
|
|
9. Korzysta
z niewiedzy odbiorcy
|
Na przykład często musimy
przyjąć „na wiarę”, że coś wzrasta a coś „opada”. W praktyce można danymi
swobodnie manipulować ( w sytuacji debaty). Trudno od ręki zweryfikować dane.
|
|
10. Ukierunkowuje
myślenie odbiorcy za pomocą stereotypów
|
Bardzo częsta praktyka. Polityk
konfliktowy, postępowy ale jeszcze jakiś taki inny...prawicowy. A fe..
|
Generalnie nie jest to rzecz nie do opanowania niemniej wymaga
pewnej wprawy i praktyki.
Mając takie narzędzie (albo lepsze w tym rodzaju) i kilku
sędziów kompetentnych, którzy siedzą sobie każdy u siebie w domu i za
pośrednictwem internetu oceniają dyskusję można bez większego trudu zabić
polskie życie polityczne. Na ekranie telewizora wyświetlają się ich oceny (na
przykład, jeśli w określonym odcinku czasu zgodzą się 2-3 takie same opinie)
punkt jest „zaliczony”. Zresztą technicznie jest to banał a reszta to kwestia
umowy.
W efekcie w
powinniśmy uzyskać kilka rzeczy. Jasno byśmy zobaczyli, kto i przy okazji,
jakich tematów i sytuacji ucieka się do erystyki a nie do argumentów i po
drugie, kto jest – jeśli można takiego słowa użyć - nałogowym sofistą i
demagogiem i nie warto z nim rozmawiać.
Naturalnie
pozostaje jeszcze problem zwykłych łgarstw ale wtedy to już chyba nikt nie
chciałby przychodzić do telewizji bo byłaby gorsza od pentonalu sodu (serum
prawdy), wykrywacza kłamstw i elektrycznego krzesła razem wziętych. A może
przeciwnie nic by się zmieniło? Któż to wie.
Wykrywanie
manipulacji w czasie rzeczywistym jest zupełnie możliwe a eksperci rzeczowi
mogliby swój glos dawać chwile po programie. Mogliby formułować swoje głosy
niezależnie od siebie nawet na stronach internetowych. Zwiększające się
możliwości internetu i telewizji (które – być może - niedługo przekształcą się
w jedno medium) i postępująca tendencja do interaktywności utwierdzają nas w
opinii, że korzystanie z komentarza (na przykład informacji na ekranie czy
stron internetowych) w czasie oglądania rozmaitych programów a nie tylko
politycznych debat to tylko kwestia czasu.
|